Yo La Tengo - Electr-O-Pura-25Th Anniversary [vinyl 2LP]

  • Dodaj recenzję:
  • Producent: Matador
  • Dostępność: od dnia premiery
  • szt.
  • Cena netto: 77,24 zł 95,00 zł

Premiera: 11.09.2020

Kontynuując serię Revisionist History, z okazji 25-lecia wydania albumu „Electr-o-pura” z 1995 roku, ukazuje się nowa edycja tego klasycznego albumu zespołu Yo La Tengo. Przygotowana w formie rozkładanej koperty i wytłoczona z oryginalnej 58-minutowej taśmy matki, nowa reedycja po raz pierwszy pojawia się na dwóch LP, aby zapewnić najwyższą do tej pory jakość dźwięku.

Na swoim siódmym studyjnym albumie, Yo La Tengo rozwija śmiały kunszt tworzenia piosenek, które ukształtowały się na poprzedniej płycie „Painful”, wykazując niezwykłe rzemiosło i pogłębione badanie kontrastowych faktur i nastrojów. Przynoszący popowe piosenki w stylu „Tom Courtenay”, melancholijne ballady, takie jak bolesne „Pablo And Andrea” i pełne sprzężeń zwrotnych improwizacje w stylu „Blue Line Swinger”, „Electr-o-pura” jest ekscytującym dokumentem przedstawiającym jeden z najbardziej ukochanych amerykańskich zespołów, który osiągnął swój twórczy szczyt na jednym z najbardziej wzniosłych albumów, jakie zespół wydał w nieprzerwanej 36-letniej karierze.

 

 

Lucy Dacus, która urodziła się w dniu, w którym ukazał się „Electr-o-pura”, udostępniła nowy esej o tym przełomowym albumie wraz z teledyskiem do własnej interpretacji jej ulubionego utworu „Tom Courtenay”.

 

 

Urodziłam się 2 maja 1995 roku, w dniu, w którym ukazał się album „Electr-o-pura”.

Czternaście lat później poszłam do liceum i poznałam nowego przyjaciela, który nosił skórzaną kurtkę i buty, a który przekonująco wyrażał się o muzyce, której nigdy nie słyszałam. Pochłaniałam każdą jego rekomendację, starając się dostosować mój gust. Chciałam być fajna, a przynajmniej nie być niefajna. O The Stooges, Philipie Glassie i Sonic Youth dowiedziałam się sama, starając się zdobyć jego uznanie. Kochałam to wszystko, a moi rodzice nienawidzili każdego nowego odkrycia. Głośne było fajne.

 Pewnego dnia mój przyjaciel przyniósł mi stos płyt CD, wszystkie Yo La Tengo, i powiedział, żebym zabrała je do domu, posłuchała, wypaliła i zwróciła. Tak zrobiłam. Te płyty podobały mi się od początku, jednak z każdym przesłuchaniem coraz bardziej. Leżałam w łóżku i słuchałam jednej z ich płyt, zatrzymywałam piosenkę, której słuchałam, kiedy byłam zbyt zmęczona, a po przebudzeniu wciskałam odtwarzanie.

 Pamiętam swoje zmieszanie, kiedy po raz pierwszy słuchałam „Electr-o-pura”. Sprawdzalam  listę utworów na odwrocie płyty, więc mogłam nauczyć się tytułów, ale wydrukowane czasy trwania piosenek nie pasowały do ​​tego, co słyszałam. Zastanawiałam się, czy był jakiś błąd produkcyjny i nie słyszałam piosenek, które miałam usłyszeć. „Flying Lesson (Hot Chicken # 1)” była wymieniona jako trwająca nieco ponad trzy minuty, podczas gdy w rzeczywistości trwa 6:42. „Blue Line Swinger” w opisie trwało 3:15, ale tak naprawdę trwa 9:18. Teraz, patrząc na to, wiem, że Yo La Tengo celowo źle wydrukował czasy, próbując walczyć z krótką rozpiętością uwagi, mając nadzieję, że oszukają ludzi, aby dali szansę tym długim piosenkom. Oszukano mnie, chociaż i tak lubię długie piosenki. Ciekawie, że dzisiaj nie można zrobić takiego posunięcia w świecie zdigitalizowanej muzyki.

 To, co skłoniło mnie do powrotu do Yo La Tengo, to ich zrozumienie nastrojów. Słuchałam zespołów, które znały złość, zespołów, które znały smutek, ale nie znałam żadnych innych zespołów, które potrafiłyby wyrazić pełen zakres nastrojów życia tak, jak oni. Od piosenki do piosenki, muzyka była niespokojna, radosna, smutna, zadowolona, ​​zdezorientowana itd. A nawet gdy stawali się głośni lub dysharmonijni, nigdy nie wydawała się wroga. Dźwięki mogły być ostre, nawet brzydkie, ale były radosne. Niektóre piosenki wywoływały u mnie płacz, ale były delikatne, a nie wrogie. Przyjmowałam czyjeś gusa, odkrywając przy okazji własny.

 „Tom Courtenay” była pierwszą piosenką Yo La Tengo, której nauczyłam się na gitarze. Nie wiedziałam, co to znaczy, ale wiedziałam, kim była Julie Christie i uwielbiałam ten wers: „“As the music swells somehow stronger from adversity / our hero finds his inner peace.” Nie wiedziałam, co ma wspólnego igła z czymkolwiek, ale nie mogłam przestać o tym myśleć. To było jak każdy dobry wiersz, zostawiając dla mnie przestrzeń między obrazami. Teraz myślę, że ta piosenka może dotyczyć obsesji na punkcie mediów, utożsamiając urok filmów i gwiazd filmowych z uzależnieniem od narkotyków. Kto wie? Ale to tylko moje zdanie.

 Ostatecznie, kiedy Matador poprosił mnie o podpisanie kontraktu, fakt, że Yo La Tengo jest w ich katalogu, był głównym elementem mojej decyzji. Wydają świetne albumy co kilka lat przez ponad trzy dekady, eksperymentując i odkrywając coś, co wydaje się być bezkompromisową kreatywnością. Warto to celebrować, zwłaszcza teraz, kiedy każda okazja do świętowania jest błogosławieństwem. Szczęśliwych 25. urodzin  „Electr-o-pura” i dzięki Yo La Tengo za muzykę. - Lucy Dacus