Masayoshi Fujita & Jan Jelinek - Schaum (Hard-Cover Bookstyle)

  • Dodaj recenzję:
  • Producent: Faitiche
  • Dostępność: Brak / Na zamówienie
  • szt.
  • Cena netto: 52,85 zł 65,00 zł

Faitiche presents the release of a new album by Masayoshi Fujita & Jan Jelinek (faitiche13). Since their debut (Bird, Lake, Objects, faitiche03, 2010) they have played improvised concerts around the world. Japanese vibraphonist Masayoshi Fujita prepares his instrument with various percussion elements as well as metal objects and toys, while Jan Jelinek layers loops made using small-scale electronic devices. Schaum (German for froth, foam) is the duo's second album.

"The river, forcing its way through veins between the outposts of the forest, was a great heart. Placidly as it flowed, gently as its descent beat against its vague banks, it brought and gathered sustenance for the busily mediating humus that swelled sunwards in the strangest cell configurations, trees, plants, animals. The silence all round was uncanny and stuck on the ear. Spasmodic squelches, a gurgling in the muddy hollows of the bank beneath overhanging shagginess, the slurping of ominous cavities, that shot out now and again between the long-spun threads of time, like something detonating, testified to the steady monotony of the process. From the forest itself came a crackling rhythm. There the mighty Pan could still be heard to rumble." - from the novel Tropics by Robert Müller (translated by N. Grindell)

Dear Masayoshi Fujita,

many thanks for the audio files. Your additional vibraphone recordings go wonderfully with the material we have already. Preparing the vibraphone with more percussion instruments was the right decision. Combined with my tightly woven synthesizer and sample loops, the result is a fragmented sense of space. I have taken the liberty of manipulating certain recordings. One might now say that our joint recordings are both a basis for further processing and new pieces in their own right.

While listening through our improvisations, I noticed a tendency towards atmospheric sounds. I am almost tempted to call them tropical. This has strengthened my resolve to work with dense background textures – among others, I'm using material produced in connection with my radio pieces Kennen Sie Otahiti? (Do you know Otahiti? SWR2, 2012) and Dialoge zur Anthropologie (Dialogs on Anthropology, SWR2, 2013): artificial field recordings, jungle and rain forest settings that do not hide their staged, fictional character. They are synthetic and speculative. As you know, I have long been obsessed with the tropics. This obsession involves a mental image of a specific quality of landscape: deliriously extravagant unstructuredness, hostile to life but also excessively productive. I am fascinated by the idea of installing clear minimalist forms amid such luxuriant tropical growth. Perhaps my image of the city of Brasilia is a good example: the utopia of elegant and ascetic modernism, surrounded by rampant vegetation. Lianas and concrete: that's exactly how our music should be!

Corresponding to this, I would like to expand our liner notes to include a quotation from Robert Müller's novel Tropics – an expressionist travelogue published in Germany in 1915. It goes without saying that this work cannot be wholeheartedly embraced: its imperialistic fantasies of omnipotence and its “master race” posturing, characteristic of that time and place, are, of course, intolerable. Please excuse my casually dismissing this, but it is not what I am interested in here. Tropics is fascinating as a nervous jungle phantasm that openly indulges in exoticism at the same time as deconstructing it. In this way, the main character's adventure becomes a journey into the subjective. It resembles a feverish inner delirium, exposing exoticism as a simulated, utopian perspective. What it boils down to is insubstantial, nothing but foam and froth.

With best regards, Jan Jelinek, Berlin 2016

Tracklisting:

A1: Cin (5:33)

A2: Helio (5:24)

A3: Urub (4:27)

A4: What you should know about me (3:48)

B1: Vague, yet (4:14)

B2: Botuto (5:13)

B3: LesLang (4:23)

B4: Parades (9:33)




Recenzja Pawła Gzyla z nowamuzyka.pl:

W tropikalnej dżungli dźwiękowych preparacji.

 Kiedy na początku minionej dekady Jan Jelinek nagrywał swe najlepsze płyty dla wytwórni Scape czy Klang Electronics, jego nazwisko było na ustach wszystkich, którzy słuchali nowej elektroniki. Z czasem to się zmieniło – co nie znaczy jednak, że berliński artysta przestał tworzyć ciekawą muzykę. Przeciwnie: założył własną wytwórnię Faitiche i jej nakładem publikuje głównie swoje nagrania, będące efektem jego abstrakcyjnych eksperymentów z przetwarzaniem dźwięku.

Już wiele lat temu Jelinek często współpracował z jazzmanami – choćby z japońskim zespołem Computer Soup czy z australijską formacją Triosk. Kolejną tego rodzaju kooperacją był wspólny album z cenionym wibrafonistą – Masoyashi Fujitą – wydany pięć lat temu nakładem wspomnianej Faitiche. Pastelowy soundtrack spleciony z sampli i loopów wyciętych z nagrań Japończyka przez jego niemieckiego kolegę, był jednym z ciekawszych dokonań w dorobku tego ostatniego. Nic więc dziwnego, że obaj artyści ponownie połączyli siły.

„Schaum” idzie o krok dalej niż „Bird, Lake, Objects”. Pierwsze nagrania z zestawu przypominają nieco tamtą płytę – mamy bowiem do czynienia z onirycznym ambientem, którego puls wyznacza dubowa pulsacja basu, a klimat tworzy plumkający wibrafon, podszyty psychodeliczną elektroniką („Cin” czy „Urub”). Potem Jelinek skręca w bardziej eksperymentalną stronę, tworząc ilustrację dźwiękowej podróży przez dżunglę. To gorące tchnienie wnoszą trzepoczące efekty, ćwierkające sample i glitchowe defekty („Vague Yet” czy „Botuto”).

Nie brak również w tych nagraniach jazzowego feelingu – tym razem to zasługa Fujity, który nie ogranicza się do gry na wibrafonie, ale też serwuje perkusyjne wariacje, które tworzą rozedrganą rytmikę niektórych kompozycji („Helio”) Jelinek dodaje od siebie loopy skręcone z jazzowych winyli o latynoskim posmaku („Les Lang”). Całość wieńczy najlepsza kompozycja – wolno płynący dub zanurzony w łagodnych tonach wibrafonu i pastelowej elektronice, tworzący atmosferę mistycznej medytacji („Parades”).

Być może dzisiaj nowa muzyka Jana Jelinka nie przenika tak szybko i mocno do elektronicznego mainstreamu jak kiedyś. Ale to nie szkodzi, że o „Schaum” pewnie nie napisze ani Resident Asvisor, ani Juno Plus. To świetna płyta – i naprawdę powinni jej posłuchać nie tylko dawni fani albumu „Loop-Finding-Jazz-Records” czy nagrań projektu Farben. Jej dyskretny i nieśmiały urok jest typowy dla większości dokonań tego artysty. Dlatego choć sam nie pcha się do pierwszego szeregu, to my powinniśmy go zauważyć.