Matt Elliott - Failing Songs

  • Add feedback:
  • Manufacturer: Acuarela
  • Availability: Available
  • pcs.
  • Net Price: EUR 9.49 EUR 11.67

Stare przysłowie mówi: lepiej późno niż wcale. Tak też jest z premierą ostatniej płyty Matta Elliotta, znanego też wcześniej jako Third Eye Foundation, na premierę której w Polsce czekaliśmy prawie dwa lata. Mistrz najsmutniejszych pieśni świata nagrał płytę jeszcze bardziej melancholijną i depresyjną, ale też bardziej akustyczną niż "Drinking Songs". Od czasu, gdy nagrywa pod własnym nazwiskiem, coraz mniej w jego muzyce elektroniki, laptopa i przeróżnych zabiegów produkcyjnych, za to coraz więcej wpływów folkowych (szczególnie wschodnioeuropejskich), instrumentów tradycyjnych (gitara, fortepian, skrzypce...). Elliott znów udowadnia, że potrafi pisać i nagrywać wspaniałe piosenki na poziomie największych songwriterów tego świata. Śpiewa bardzo osobiście mroczne i pesymistyczne teksty. Subtelne melodie kontrastują z szorstkością słów, ponieważ "Failing Songs" to opowieści o klęsce, pomiędzy rozpaczą a gniewem. Te pieśni są zarówno majestatyczne jak melancholijne, gorzkie i smutne, z wyraźną inspiracją muzyka słowiańską, grecką, czasem z hiszpańską gitarą, czasem blisko Dymitra Szostakiewicza czy Pascala Comelade'a.
Takie płyty przechodzą do historii...

Tracklista:
1. Our Weight In Oil
2. Chains
3. Seance, The
4. Failing Songs, The
5. Broken Bones
6. Desemparado
7. Lone Gunman Required
8. Good Pawn
9. Compassion Fatigue
10. Ghost Of Mara Callas, The
11. Gone
12. Planting Seeds

http://www.thirdeyefoundation.com
http://www.myspace.com/mattelliotandthethirdeye


Recenzja Łukasza Iwasińskiego (Aktivist):

W latach 90. Matt Elliott jako Third Eye Foundation nadał mrocznemu, gęstemu drill'n'bassowi metafizycznej głębi i wzniosłości godnej mistrzów współczesnej, sakralnej kameralistyki. Na płytach sygnowanych własnym nazwiskiem serwuje knajpiano-ludyczne, melodramatyczne songi, które mają w sobie zarówno coś ze współczesnej freak folkowej fali, jak i z nostalgicznych wycieczek w przeszłość formacji pokroju A Hawk And A Hacksaw czy Beirut. W magiczny sposób miesza zaklęty folk, także (czy może przede wszystkim) w jego wschodnioeuropejskim wydaniu – zahaczając o klezmerskie i bałkańskie skale, tradycję artystycznej, kawiarnianej ballady noir (przejawiającą się zwłaszcza w subtelnych, z lekka wodewilowych smaczkach) oraz psychodelię. Dominują rzewne, przeżarte żałobną melancholią melodie, ale niekiedy tematy nabierają skoczności, jakby wypływały spod palców bandy podchmielonych, ulicznych grajków. Mamrocząco-zawodzące wokale i bogate aranże kreują oniryczną, chwilami iście wisielczą aurę. Brak tu pazura, neurotyczności i futurystycznego szlifu Third Eye Foundation, jednak jako balladzista Elliott zdecydowanie się broni – ten zbiór przeżartych zwątpieniem, rezygnacją, ale unikających jednoznaczności, niekiedy skłaniających się ku upiornemu surrealizmowi, pokrytych jedyną w swoim rodzaju patyną, pieśni brzmi doprawdy przejmująco.