Lambchop - The Bible [vinyl 2LP limited edition orange / black marble]

  • pcs.
  • Net Price: €23.84 €29.32

Jedynymi prorokami wartymi uwagi są ci niechętni, i tak też się stało - tuż przed rozpoczęciem pracy nad nowym albumem zatytułowanym "The Bible", Kurt Wagner z Lambchop znalazł się na przysłowiowym rozdrożu.

Zbliżając się do końca trzeciej dekady działalności Lambchop jako artysty wydającego albumy, Wagner czuł się muzycznie odizolowany. Zastanawiał się, czy dalsze tworzenie muzyki ma w ogóle sens. "Czuję się dziwnie, bo będę miał 64 lata, stary", mówi pomiędzy zaciągnięciami papierosa. "Co ja, kurwa, robię?"

"The Bible" to muzyka Kurta Wagnera, który zadaje wielkie pytania, takie jak to i wszystkie pozostałe.

Wagner zawsze uważał się za spóźnialskiego - miał 35 lat, kiedy założył Lambchop wiele lat temu. Po tym jak stracił dziewczynę i pracę w Chicago, wrócił do Nashville i zaczął kręcić się wokół wieczoru songwriterów zwanego Working Stiff Jamboree w Springwater Supper Club. "W końcu zacząłem pisać piosenki, bo nikt inny tego nie robił" - mówi. "A my potrzebowaliśmy czegoś do grania innego niż covery". To było w końcu Nashville, stolica muzyki country - codziennie pojawiały się tu legiony muzyków tylko po to, by grać cudze piosenki. Ale niesmak Wagnera do coverów nie wynikał tylko z jakiejś szlachetnej artystycznej uczciwości. "Byłem aż tak złym muzykiem" - śmieje się, trochę ze smutkiem - "dosłownie grałbym tylko te akordy, które znałem w piosence i pomijał te, których nie znałem".

Wymyślał więc zasady, aby urozmaicić sesje i sprawić, że ta grupa niedoszłych muzyków z Nashville poszła w innym kierunku. "Pamiętam, że próbowałbym ich jakoś upokorzyć", mówi. "Jeśli jesteś naprawdę świetnym gitarzystą, cóż, nie, musisz grać na organach". Potem siadał, patrzył i słuchał. W tym obserwacyjnym stylu odnalazł swój pisarski głos. "To było jak dziennikarstwo, w pewnym sensie - po prostu odzwierciedlanie i komentowanie mojego życia, życia moich przyjaciół, cokolwiek". Wagner zmieniał niektóre szczegóły i zaciemniał inne, aby odciąć swoje spostrzeżenia od jednostki, aby bardziej zbliżyć się do tego, co uniwersalne. Jego teksty i frazowanie przekazywały głębię, do której nie wiedział, że jest zdolny - odnalazł swój śpiewający głos poprzez znalezienie słów do śpiewania.

 

Jest śmiertelnie skromny, więc można wierzyć, że to właśnie czuje, kiedy mówi, że jego prawdziwym talentem było przekonanie wystarczająco wielu wypalonych freaków z Nashville, aby przyszli do jego szopki, aby stworzyć nieograniczone brzmienie country, które napędzało kilka pierwszych płyt Lambchop. "Reprezentowaliśmy, w moim mniemaniu, rzeczywiste brzmienie Nashville" - mówi. "To są ludzie, którzy urodzili się lub wychowali tutaj, i to jest muzyka, która faktycznie wychodzi z Nashville". Sprawdzał, jak daleko może posunąć tę autodefinicję, kiedy w bio zespołu nazwał go żartobliwie muzyką country. "Uważaj, jak się nazywasz" - przestrzega - "bo ludzie tak naprawdę nie słuchają muzyki. Przeczytają tylko kilka linijek twojego bio i następną rzeczą, którą się dowiesz, jest to, że jesteś najbardziej popieprzonym zespołem country w Nashville".

 

Jeśli taka jest siła informacji, to w co uwierzą, kiedy Wagner opowie im o Biblii, o tym albumie, który został nagrany w samym środku epidemii, kiedy był odizolowany od swojej społeczności w Nashville, a jednocześnie bliżej swojej własnej rodziny niż kiedykolwiek wcześniej? To właśnie w tym czasie, kiedy ponownie zwątpił w siebie, był głównym opiekunem swojego ojca, obserwując jak jego ojciec choruje na COVID, a następnie wraca do zdrowia by dostać udaru i ponownie wrócić do zdrowia, i w końcu poddaje się operacji wymieny obu bioder - po której wrócił do zdrowia. Czy to jest album, w którym Wagner konfrontuje się z własną śmiertelnością, ponieważ tak bardzo myślał o swoim ojcu?

 

Podczas tego pierwszego roku kwarantanny, Wagner był zaniepokojony w środku nocy, kiedy dostroił się do swojego przyjaciela z Minneapolis, Andrew Brodera, grającego na fortepianie na Instagram Live. Kilka lat wcześniej Wagner poznał Brodera i całą grupę  muzyków z Minneapolis, w berlińskim studiu, poprzez ich wspólnego znajomego Justina Vernona. Był głęboko zaintrygowany całą sceną, którą tam tworzyli, może dlatego, że jej duch przypominał mu jego oryginalną scenę muzycznych dziwaków w Nashville, a teraz był zauroczony oglądaniem Brodera grającego na fortepianie w środku nocy na Instagram Live. Więc zadzwonił do niego. "Stary, załatwię ci studio", mówi. "Po prostu wejdź tam na jakieś trzy lub cztery godziny i rób swoje". Broder tak właśnie zrobił i odesłał mu dwanaście 20-minutowych utworów. I tak Wagner znalazł się w Minneapolis w upalne lato 2021 roku, w wycofanej z użytku fabryce farb zamienionej w miejsce do ćwiczeń, kiedy wszyscy jeszcze patrzyli na wszystkich innych jak na potencjalne źródło choroby. Zaufał pianiście i szalonemu geniuszowi producenta Ryana Olsona. "Ryan i Andrew, są jak dwie strony mojej osobowości" - mówi Wagner. "A jeśli zestawisz ich razem jako zespół, reprezentują mnie". Byłby to pierwszy raz, kiedy Wagner pozwolił komuś innemu - nie wspominając już o kimś bez jakichkolwiek związków ze świętym, starym Nashville - wyprodukować płytę Lambchop. "Tak, i to jest radość. Czułem to w tym, co robiłem przez cały ten czas. Chodzi o to, żeby naprawdę nie zapędzać się za bardzo w byciu poważnym, pieprzonym muzykiem i cieszyć się wzajemnie swoim towarzystwem. To społeczna rzecz, którą robimy razem. I to powinno być przyjemne. Jeśli nie jest - a myślę, że dla większości muzyków kończy się to tak, że tak wygląda ich kariera - staje się to dość bezradną, pieprzoną sprawą. I kiedy widzę, że to nadchodzi, nie chcę tego w moim życiu. To po prostu jak, po co to robić, jeśli nie sprawia ci to przyjemności?".

 

To właśnie w tej opuszczonej fabryce farb w Minneapolis, obserwując grupę wypalonych dziwaków grających na swoich instrumentach, Wagner znalazł drogę do napisania "The Bible". Sesje przypominały mu te dawno minione dni w Springwater Supper Club, kiedy po raz pierwszy sprowadził afterparty do swojego domu. Może dlatego, że tym razem to nie on ustalał reguły afterparty, muzyka na "The Bible" jest bardziej nieprzewidywalna niż na jakiejkolwiek płycie Lambchop. Jazz przechodzący w country, w disco, w funk i z powrotem w country. I wie, że może to nazwać jakkolwiek chce w swojej biografii. I ufa swojemu własnemu głosowi - że potrafi powiązać te wszystkie dźwięki i style ze sobą za pomocą własnych słów i fraz. Niezależnie od tego, czy teksty dotyczą nagłówków gazet o konfliktach rasowych z tamtego lata w Minneapolis, czy po prostu graffiti na zewnątrz fabryki farb, czy naklejek na zderzakach na autostradzie, czy też jego własnych odczuć związanych z tym, że jego ojciec mierzy się ze swoją śmiertelnością w domu, czy też z tym, że on sam robi to samo, gdziekolwiek jest na świecie. To jest nowy album Lambchop - zrodzony w nowym miejscu, ale z procesu, który po raz pierwszy odkrył w Nashville, tego, który pomógł mu odnaleźć swój własny głos. Amen. To jest "The Bible".

 

"Miałem myśl, że nie jestem osobą religijną, ale wierzę, że wielu ludzi jest uduchowionych i też nie są religijni. Nie musisz być religijny, żeby być osobą duchową, prawda? Po prostu nie musisz. Powinna istnieć akceptacja lub sposób rozpoznawania duchowości bez jej jawnej religijności" - Kurt Wagner

 

Tracklista:

1. His Song Is Sung

2. Little Black Boxes

3. Daisy

4. Whatever Mortal

5. A Major Minor Drag

6. Police Dog Blues

7. Dylan At The Mouse Trap

8. Every Child Begins The World Again

9. So There

10. That's Music

 

YouTube

 

YouTube

 

YouTube