Kategorie

Jimi Tenor & Kabu Kabu - 4th Dimension


  • Dostępność: Jest
  • Producent: Sahko / Puu
  • Cena brutto: 29,00 zł
  • (Cena netto: 23,58 zł)
  • szt.
  • Poleć produkt

Pochodzący z Finlandii Jimi Tenor, muzyk, kompozytor i aranżer, znany z regularnego redefiniowania siebie, ukończył pracę nad swym nowym albumem o tytule '4th Dimension", którego premierę w Anglii, Francji, Niemczech i Polsce przewidziano na początek 2009 roku.

 

Na '4th Dimension" Jimi Tenor kontynuuje poszukiwania w obrębie muzyki afrobeat. Na albumie ponownie pojawia się KABU KABU, grupa muzyków z Afryki Zachodniej, rezydujących w Niemczech, którzy współpracę z Jimi Tenorem zainicjowali wydanym w 2007 albumem 'Joystone'.

 

Afrobeat z '4th Dimension' imponuje cygańskimi, jazzującymi inklinacjami Tenora oraz zdolnością do pisania porywających utworów. Zmieniające się i wpadające w ucho aranżacje są reminiscencją muzyki legendarnego twórcy Juju - Fela Kutiego, choć niejeden odnajdzie tu wpływy takich muzyków jak Lalo Schifrin, Charles Mingus czy Sun Ra.

Krzykliwych wokali, będących znakiem rozpoznawczym Tenora jest tu mniej, maestro koncentruje się raczej na swym saksofonie tenorowym, flecie i syntetyzatorach.

 

Pierwszy pochodzący z tego albumu singiel, 'Mystery Spot', to podnoszący na duchu, grany w szybkim tempie afrobeat. 'Global party' zaczyna się nastrojowo, bo przejść stopniowo w szalone disco groove.

'Grind!' i 'Me I Say Yes' to chyba najbardziej tradycyjnie afrykańskie utwory na płycie, z zapętlonymi liniami basu i mocną perkusją.

 

'Mogadishu Ave' to zaskakujący utwór z pogranicza psychodelicznego, progresywnego roka w stylu Goblin. 'Mega Roots' i 'Fast Legs' to perkusyjne jam session's, zbliżone charakterem do nagrań z obszaru Afryki, realizowanych przez legendarną wytwórnie Folkways i Ocora.

 

'4th Dimension" to kolejny znakomity album w dyskografii Jimi Tenora.

 

 

Machina; 03/2009, ocena: * * * *

Lata poszukiwań Tenor mu już za sobą. Fin całkiem przytomnie osadził się w klubowej niszy z pogranicza deep funku i nu jazzu i robi swoje. Okazał się jeden z najlepszych europejskich wykonawców groovy tradycji lat 70. Od kilku lat niezmiennie współpracuje z triem Kabu Kabu, odpowiadającym za afrobeatowy groove, który zdominował charakter jego nowej muzyki. Zespół uzupełnia duża, sprawna fińska sekcja dęta. Rasowe brzmienie i błyskotliwe aranżacje odróżniają grupę Tenora od plastikowej konkurencji, a jego największą specjalnością jest karkołomne połączenie funky hedonizmu, soulowej słodyczy i ech duchowego free jazzu z inspiracjami Sun Ra na czele. Wątki afro, wszechobecne teraz w muzyce Fina, pasują do tej układanki jak ulał. Jest gorąco, tanecznie, a w dodatku raz po raz daje o sobie znać ekscentryczna wyobraźnia lidera. Zważywszy na wzmożone zainteresowanie afrobeatową tradycją, muzyka Tenora znów może namieszać na imprezach.

autor: Rafał Księżyk

 

 

Jazz Forum; 2009-04/05, ocena: * * * *:

Jimi Tenor zaczynał w osobliwej, nowofalowo-industrialnej formacji Shamans. Pierwsze solowe produkcje wypełniał mało porywający chłodny jazzujący lounge. Sławę przyniosła artyście dopiero trzecia autorska płyta, wydana w 1997 roku Intervision. Wysmakowana mieszanka uwodzicielskiego soulu i funku z lat 70., koktailowego jazzu i electro zapewniła mu tytuł króla postmodernistycznego easy-listeningu, a utwór Take Me Baby stał się światowym hitem. Na kolejnych albumach Tenor coraz śmielej igrał z muzycznymi konwencjami i zaskakiwał ekstrawagancją - choćby angażując łódzką orkiestrę symfoniczną i chór na Out of Nowhere, czy dokonując przewrotnycz dekonstrukcji głównie XX-wiecznych klasyków ( w tym Varese’a, Satie’go, Bouleza, Reicha ) na płycie Recomposed, wydanej nakładem Deutsche Grammophon. Niemniej, niemal wszystko, co wychodziło spod jego ręki pełne było czaru, często uroczej kokieterii i zmysłowości. Aktualnie ten ekscentryczny dandys współpracuje z pochodzącą z Nigerii, acz mieszkającą w Niemczech formacją Kabu Kabu. 4th Dimension to drugi, po Joy Stone sprzed dwóch lat krążek, który wraz z nią firmuje. Muzycy z dużą klasą i feelingiem łączą tradycję afro-beatu, czy szeroko rozumianego etno o afro-kubańskiej proweniencji, funk i soul jazz oraz fusion. Pojawiające się od czasu do czasu, wprowadzające nieco psychodeliczny czy surrealistyczny koloryt patenty mają coś z kosmicznego rytualizmu Sun Ra ( wszak to jeden z największych bohaterów Tenora ). Jednak pomimo tych, subtelnie dozowanych eksperymentów, jak i śmielszych, naznaczonych pewną drapieżnością improwizatorskich wycieczek, dominuje tu słoneczny, pełen luzu klimat. Sprzyja mu kunszt, spontan, soczysta ekspresja instrumentalistów. W sumie bardzo stylowa, bezpretensjonalna pozycja. Jak ta muzyka wypada na żywo będzie można przekonać się już pod koniec maja - formacja wystąpi w Polsce trzykrotnie.

autor: Łukasz Iwasiński

 

 

oto niektóre cytaty z recenzji płyty Jimi Tenor & Kabu Kabu 'Joystone":

 

 

www.infomuzyka.pl

Fiński geniusz produkcji Jimi Tenor, którego nie tak wcale dawno mieliśmy okazję oglądać w Warszawie podczas Free Form Festival, nie przestaje zaskakiwać. 'Joystone' to egzotyczna wycieczka Tenora do świata afro-beatu. Wyszło naprawdę nieźle.

 

Jimi'ego od zawsze ciągnęło w kierunku funku, soulu i czarnych brzmień. Może to trochę zaskakujące, biorąc pod uwagę kraj pochodzenia tego muzyka, jednak najważniejsze, że jego afro-eksperymenty wypadają bardzo przyzwoicie.

 

'Joystone' to efekt kolaboracji z afro-beatową formacją Kabu Kabu. Od początku słyszymy więc afrykańskiego ducha wymieszanego z echem twórczości takich mistrzów jak Sun Ra, Fela Kuti czy Soulquarians. Pozytywne, ciepłe brzmienie towarzyszy nam przez cały czas trwania płyty, która zgrabnie balansuje pomiędzy afro-beatem, soulem, funky i jazzem. Hipnotyczne bębny i bongosy idą w parze ze świetnymi partiami saksofonu, trąbek i gitar, tworząc bardzo imprezową, roztańczoną całość.

 

Jeśli można się do czegoś przyczepić to będzie to przede wszystkim fakt, że mało tu tak naprawdę oryginalności i odkrywczości. Tenor nie eksploruje żadnych niepoznanych dotąd muzycznych lądów, zgrabnie łącząc elementy charakteryzujące gatunki, jakimi się inspiruje.

 

Tylko jakie to ma tak naprawdę znaczenie, skoro wszystko brzmi naprawdę dobrze i zapewnia ponad godzinę ucieczki od jesiennej szarugi? Dla mnie żadne. Tenor klasą jest i basta!

 

autor: Andrzej Cała

 

 

Audio; ocena: wykonanie * * * */nagranie: * * * *

Jimi Tenor występujący z afro-bitową formacją Kabu Kabu okazali się największą atrakcją festiwalu FreeForm, organizowanego w warszawskiej Fabryce Trzciny. Zaangażowanie legendarnego tria wzbogaciło kosmiczno-funkowo-elektroniczne brzmienie jego nagrań o jeszcze jeden element, a mianowicie organiczne rytmy z Czarnego Lądu.

 

Jimi Tenor nigdy nie krył swoich fascynacji Sunem Ra i Pharaoh Sandersem. Słychać to szczególnie w grze sekcji dętej bliskiej konwencji free jazzu. Wokalnie doskonale imituje natomiast Barry'ego White'a i Curtisa Mayfielda. Nie ma dla niego żadnych świętości, a napędzane gorącymi rytmami nagrania przywołują czasy największej prosperity funky-jazzu.

autor: Grzegorz Dusza

 

 

independent.pl

Iluzjonista na plastikowe brzmienia i sentencje klawiszy Jimi Tenor tym razem za swoich asystentów w przedstawieniu przyjął afrykańskie Kabu Kabu. Więcej rytmiki akustycznej, dźwięków niesyntetycznych, prawdziwych. Całe szczęście, afrobeatowych longe'ów jak flaki z olejem nie uświadczymy na 'Joystone".

Nowy album Tenora tchnie energią, dobrą wibracją. Wpada w trans ('Anywhere, anytime") lub uderza w nutę jazzująco-bigbandową ('Green Grass"). Zimno więc nie jest. Jest słonecznie i pięknie. W sam raz na potańcówki dystyngowanych par i niedziele na relaksie/ śniadania na bani.

'I wanna hook up with you" opiera swoją elastyczną konstrukcję na szeleszczących perkusjach, wielowarstwowych pokładach bębnów i mocno uwydatnionej linii trąbki. Na taki stelaż nanizane są subtelne linie klawiszy. Sinusy, co to coraz bardziej zostają przesterowane, co drgają coraz bardziej układają się równolegle do wytłumionej wokalizy chórków męskich.

'Hot Baby" kontynuuje nagrzewanie 'Joystone". Tu jednak prym wiodą rozbisurmanione dęciaki na wspomagaczach z partii syntezatorowych. Mnie najbardziej urzekł utwór 'Horror Water"- bo najbardziej psychodeliczny, najszybciej potrafi rozbujać i wysłać na tripa. A wszystko w manierze jazzowego jam session, w klimacie jamajskiego ogniska, gdzie można się najeść owsianki i posłuchać świetnych piosenek bez zedęcia.

Repertuar tyle przyjemny, co rozluźniony i rozluźniający. Nie ma miejsca i czasu na nudę. Red, hot and riot!

 

 

Screenagers.pl

Co łączy Jimiego Tenora i Damona Albarna? Obaj w 2007 roku nagrali pierwszą w karierze bezdyskusyjnie słabą płytę, obaj popełnili ją współpracując z legendami afrobeatu - Albarn z ex-bębniarzem Feli Kutiego Tonym Allenem, a Tenor z muzykami Kabu Kabu. Wydawałoby się, że połączenie fińskiego, postmodernistycznego wyrachowania z afrykańską pasją improwizacji musi przynieść co najmniej intrygujące rezultaty. Niestety Tenor, do którego przylgnęło określenie wiecznego eksperymentatora, tym razem nagrał płytę do bólu przewidywalną. Na 'Joystone" znajdziecie wszystko, do czego przyzwyczaił autor pamiętnego 'Intervision": elegancki, podrasowany elektroniką pop, rozpisany na masę instrumentów funk, zappopodobne, słodziutkie, manieryczne wokale. Jimi jak zwykle przygotował też coś dla amatorów zagadek pt. 'zgadnijcie na czym gram?" - znów wyciąga nie wiadomo skąd kilka swoich ekscentrycznych 'special instruments" (m.in. fotofon), tym razem jednak ich zastosowanie przypomina sztukę dla sztuki. Zarówno brzmieniowo, jak i kompozycyjnie, płyta jest co najwyżej przeciętna. Współpraca z Kabu Kabu, zamiast tchnąć nowego ducha w świat Jimiego Tenora, zaowocowała jego bezbarwną, zbanalizowaną wersją. Aranżacyjne rozpasanie zdecydowanie nie idzie tutaj w parze z pomysłowością, męcząc niemiłosiernie słuchacza. Najwytrwalsi mogą, co prawda, liczyć na nagrodę w postaci najlepszego na płycie, ostatniego 'Dede", ale jest ona jedynie nagrodą pocieszenia. Zadziorniejszy, efektowniejszy funk znajdziecie na 'Higher Planes", nieporównywalnie lepsze melodie na 'Beyond the Stars", sto razy bardziej przekonujące transowe, wielopłaszczyznowe, instrumentalne kawałki na 'Europie". Trudno znaleźć jakiś powód nagrania nowej płyty - wydaje się, że mogłaby ona w ogóle nie istnieć, nie wprowadza bowiem niczego nowego do dorobku Fina. Chociaż pewnie gdyby nie jej akcja promocyjna, Jimi nie wyruszyłby w trasę koncertową i nie zawitałby do Warszawy na Free Form Festiwal. Tylko ze względu na to wydarzenie mogę napisać: dziękuję ci 'Joystone".

autor: Piotr Szwed

 

 

 

muzycy:

Jimi Tenor: vocals, sax, flute, string machine, synth, noise box, organ

Ekow Alabi Savage: drums, percussion, vocals

Akinola Famson: percussion, vocals

Patrick Frankowski: bass, percussion

Kalle Kalima: guitar

Ilkka Mattila: guitar

Jukka Eskola: trumpet, vocals, handclaps

Jay Kortehisto: trombone, handclaps

Daniel Allen Oberto: trumpet, vocals, percussion

Hilary Jeffery: trombone

Mariamu Morris: vocals

Djatou Touré: vocals

Tero Lindberg: trumpet

Aleksi Saraskari: tuba

 

utwory:

1. Aligned Planets

2. Mystery Spot

3. Global Party

4. Triple Helix

5. Grind!

6. Mogadishu Ave.

7. Mega Roots

8. Me I Say Yes

9. Floating Orange

10. El Lahti!

11. Kolmikanta

12. Fast Legs

13. Higher Styx

14. Magical World